RSS

Kiedy moja przyjaciółka w kwietniu 2009 po raz pierwszy przywiozła mnie do Mentorelli pomyślałem, że stało sie to o wiele za poźno. To miejsce naprawdę szczególne.

Trud dotarcia do Mentorelli (nawet samochodem jest to wyprawa, choć odległość od Rzymu niby niewielka) wynagradzają spokój i atmosfera tego miejsca. Zawieszony na skale, na skraju doliny Giovenzano, klasztor dostępny jest tylko z jednej strony. Wiele wyjaśnia benedyktyńska proweniencja tego miejsca: Benedyktyni byli tutaj obecni już od X w. To za ich czasów w Mentorelli rozwinął się kult Matki Bożej, której cudowna figura przechowywana jest w klasztornym kościele od XII w.

Współczesna Mentorella związana jest przede wszystkim z Janem Pawłem II, który tylko

jako papież odwiedził klasztor 8 razy - po raz pierwszy już w 14 dni po wyborze, w październiku 1978 roku. Wcześniej wielokrotnie przybywał tu jako biskup i kardynał podczas pobytów w Rzymie. O prywatnych wizytach Jana Pawła II w Mentorelli niewiele było wiadomo za życia papieża. Dziś wiemy, że przybywając tutaj, ostatni odcinek podróży zwykle przebywał pieszo, wykorzystując tę pielgrzymke jako jedną z niewielu okazji do kontemplacji i samotności. Zwykle były to wizyty spontaniczne, o których nawet opiekujący się sanktuarium ojcowie dowiadywali się z najwyżej kilkugodzinnym wyprzedzeniem.

Malutka Mentorella oprócz klasztoru i kościoła kryje w sobie jeszce kilka uroczych zakątków. Tuż za kościołem, ukryte w załomie schodów, znajdziemy wejście do groty św. Benedykta, w której wg tradycji miał chronić się Patriarcha. Siedemnastowieczne "święte schody" prowadzą na szczyt skały, gdzie wznosi się kapliczka św. Eustachego. Tuż obok znajduje się dzwonnica. Każdy może pociągnąć za sznur dzwonów, jednak... - powinien czynić to tylko ten, którego serce bije po chrześcijańsku...